..::MAKE UP::..

I'm conceited, I've got a reason...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moje aktualne wpisy

Maybelline: tusz do rzęs Falsies i błyszczyk Color Sensational - recenzja :)



Wreszcie znalazłam chwilkę czasu, żeby trochę popisać :) Mam długą listę notek do zrobienia i chroniczny brak wolnej chwili, albo inaczej - kuleje u mnie umiejętność organizacji czasu i kiedy mam na głowie kilka różnych spraw to zazwyczaj jestem po prostu w rozsypce. A pod koniec dnia okazuje się, że zamiast marudzić mogłam to zrobić z 30 minut. Nienawidzę tego u siebie i staram się nad tym pracować, jakaś samodyscyplina musi być. Ale koniec marudzenia, przejdźmy do rzeczy :)

Z niemałym zaskoczeniem znalazłam w skrzynce pocztowej paczuszkę od Maybelline. Domyślam się, że jej pojawienie się związane było z akcją Trendsetterki, ale byłam święcie przekonana, że mnie to już nie dotyczy, jako że obiła mi się o uszy druga edycja. Poza tym ostatnia paczka przyszła do domu gdzieś w lipcu, a ja ją dopiero rozpracowałam pod koniec sierpnia. W każdym razie nie spodziewałam się tej przesyłki, ale dostać dwa kosmetyki fullsize zawsze jest miło, prawda? :)

Paczka zawierała tusz do rzęs Volum' Express Mascara The Falsies w kolorze Glamour Black oraz błyszczyk Color Sensational Gloss w kolorze Naked Star (numer 610). Ponieważ całe wydarzenie miało miejsce ładnych kilka dni temu, zdążyłam już oba produkty trochę przetestować. No i mam pewne spostrzeżenia.

Zacznijmy od tuszu. Z ręką na sercu muszę napisać, że jest to najlepszy tusz z Maybelline, jaki miałam w łapkach. Co prawda trzeba się przyzwyczaić do szerokiej, płaskiej szczoteczki, ale kiedy już się opanuje sztukę posługiwania się nią, efekty są naprawdę świetne. Od razu zaznaczam, że tą szczoteczką źle maluje się rzęsy dolne, łatwo się ubrudzić i przede wszystkim ciężko je ładnie podkreślić takim kształtem szczoteczki. Co bardzo, ale to bardzo podoba mi się w tym tuszu to fakt, że jest niezwykle lekki i nawet po nałożeniu dwóch warstw na rzęsach po prostu go nie czuć. Co za tym idzie można je podkręcić zalotką i gwarantuję, że pod koniec dnia nadal będą podkręcone. Jest to zupełne przeciwieństwo tuszu Lash Stiletto, po którym podkręcone rzęsy natychmiast opadały w dół. Tusz faktycznie nie skleja i nie pozostawia grudek, przy nałożeniu dwóch warstw może się trochę kruszyć przy aplikacji (co zobaczycie na zdjęciu), ale nie kruszy się już po niej. Kolejny raz przeciwieństwo Lash Stiletto, który skleja niemiłosiernie i do tego śmierdzi. The Falsies widocznie pogrubia i wydłuża rzęsy, jedna warstwa daje naprawdę świetny efekt, rzęsy faktycznie trochę przypominają sztuczne, ale jednocześnie nie jest to efekt tak teatralny, żeby nie można było stosować go na potrzeby dziennego makijażu. Przy dwóch warstwach może pojawić się efekt pajęczych nóżek. U mnie czasami się pojawia, a czasami nie, to chyba zależy od tego jaki dzień mają moje rzęsy albo moja ręka ;) Co mi dość mocno przeszkadza (pomału się przyzwyczajam), to kształt opakowania. Ja rozumiem, że maskara wygląda przez to fajnie i jest widoczna na ekspozycji kosmetyków etc., ale dość ciężko się taką szczoteczkę przez to trzyma i gorzej się nią operuje. Ja na przykład jestem przyzwyczajona do tuszów, których opakowania miały standardowych kształt i szerokość i przez to moje pierwsze malowanie tym tuszem zakończyło się dantejskimi scenami i pośpiesznym zmywaniem makijażu. Jeżeli nie jesteście przyzwyczajone do szerokich rączek, to może chwilę potrwać, zanim przywykniecie do tej. Mimo wszystko jest to naprawdę bardzo dobry tusz, nie mam pojęcia ile kosztuje w sklepach, ale jest zdecydowanie wart wypróbowania. I polecam podkręcić przedtem rzęsy zalotką, efekt będzie naprawdę fantastyczny!

OK, przechodzimy do błyszczyka. Tu już nie ma problemów z opakowaniem, jest standardowe i proste :) Generalnie bardzo rzadko używam błyszczyków innych, niż te o właściwościach powiększających, nieraz się skuszę na jakiś zwykły, ale wtedy zazwyczaj ląduje on na dnie szuflady. Część z nich będzie pewnie miała okazję powrócić do łask jeśli tylko uda mi się kupić bazę pod makijaż ust DuWop. O tym, dlaczego tak bardzo lubię błyszczyki powiększające opowiem Wam w następnej, albo jeszcze następnej notce ;) Dobra, ja znowu nie na temat...

Color Sensational Gloss to błyszczyk na bazie wody, nie jest lepiący, więc wietrzny dzień mu niestraszny. Na ustach jest lekki, przyjemnie się go nosi i nie sposób nie odnotować, że bardzo przyzwoicie nawilża. Co dalej? Posiada przyjemny, słodki zapach (poziomki? cukierki?), ale żadnego posmaku (to w sumie dobrze, bo na przykład absolutnie przesłodkie błyszczyki z serii Sexy Motherpucker zjadam w ilościach hurtowych). Jego trwałość jest raczej przeciętna.

Kolor, który otrzymałam - Naked Star, w opakowaniu wygląda na cielisty beż z drobinkami. Niestety nie ma właściwości kryjących, przez co na ustach daje tylko lekką mgiełką o perłowym połysku. Ten połysk na początku bardzo mi się nie podobał i zresztą nadal nie mam do niego przekonania - przypominał mi trochę perłowe szminki z lat '90-tych, ale nie mówię, że wszystkie błyszczyki z tej serii takie są - być może trafiłam po prostu na taki kolor. Jakby nie patrzeć większość cielistych błyszczyków potrzebuje jakiejś konkretnej bazy, żeby nie wyglądać na ustach na przezroczyste. Później zauważyłam, że jest to coś bardzo podobnego do koloru, który ma na ustach Beyonce w klipie Lady Gagi (mam na myśli ten żółty makijaż, który chodzi za mną już od jakiegoś czasu) i trochę zmieniłam do niego nastawienie. Bo przynajmniej na pewno po niego sięgnę przy okazji odtwarzania tegoż makijażu. Jak już pisałam błyszczyk zawiera drobinki, które w miarę "zjadania się" kosmetyku niestety na ustach czuć i mi to na przykład przeszkadza. Bez tych drobinek byłoby o wiele lepiej. Ogólnie błyszczyk jest bardzo dobry, ale bez fajerwerków. Jeśli znajdziecie jakieś odcienie bez drobinek, to radzę właśnie po nie sięgnąć :)

Poniżej znajdziecie zdjęcia obu produktów. Ostatnio coś grzebałam przy ustawieniach aparatu i wychodzą jakieś lepsze, ale i tak nadal jestem nastawiona na zakup nowszego sprzętu. Jeśli próbowałyście któregoś z tych kosmetyków - piszcie!
04.05.2010 o godz. 13:31
Komentuj post użytkownika (maksymalnie 1024 znaki)

touchme
31.12.2010, 13:00
touchme napisał(a):
tak świetne rzęsy, ale prześliczne oczy. <3

Natalyyyy
9.05.2010, 22:55
Natalyyyy napisał(a):
Ależ ten revitalash działa!!!! ciekawe, czy jeszcze więcej Ci urosną :-) Tusz wydaje się fajny, będę musiała wypróbować.

Lullaby
9.05.2010, 16:33
Lullaby napisał(a):
heh mam tam konto ale trendsetterką nie zdołałam zostać :x

makeup
9.05.2010, 12:39
makeup napisał(a):
@ Katalina - dziękuję :) Nadal jestem na kuracji Revitalashem i podobno starczy mi jeszcze produktu na około półtora miesiąca, więc mam nadzieję, że jeszcze mi podrosną. Już się zastanawiam, czym tu go zastąpić żeby podtrzymać efekt.

@ Lullaby - a nie jesteś trendsetterką? :O

@ LittleJ - ja się nadal nieraz tą szczoteczką upaprzę, ale generalnie ten tusz uważam za jeden z lepszych, jakie miałam, bardzo podoba mi się to, że nie skleja. Rzęsy to sprawka Revitalasha, tak jak już pisałam mam nadzieję, że jeszcze mi podrosną troszkę :P

LittleJ
7.05.2010, 13:13
LittleJ napisał(a):
Tusz ten już kupiłam i bardzo go lubię:) Choć faktycznie szczoteczka na początku była trochę oporna w użytkowaniu;p
Masz dłuuugaśne rzęsy - czy to efekt tego RevitaLash o którym pisałaś wcześniej?

A do dziewczyn niżej: Właśnie ruszyła kolejna edycja "naboru trendsetterek". Można się zarejestrować przez ich oficjalną stronę, albo pomóc LittleJ, która musi rozesłać 5 zaproszeń:D
Ale proszę nie traktujcie tego jako jakiejś reklamy, zaglądam tu od dawna i chciałam się tylko podzielić informacją bo widzę, że jest zainteresowanie:)

Lullaby
5.05.2010, 12:18
Lullaby napisał(a):
Też bym chciała dostawać:D

Katalina
5.05.2010, 00:02
Katalina napisał(a):
Masz BAJECZNE rzęsy!!! Kurcze też bym chciała takie mieć :)

makeup
4.05.2010, 21:08
makeup napisał(a):
No ba ;D A z trendsetterkami to była stara akcja gdzieś tak z dwa lata temu, polegało to na zaproszeniu minimum 10 osób do rejestracji na stronie Maybelline, dalsze etapy, gdzie było więcej nagród wymagały udzielania się na forum i prowadzenia bloga niestety pod tym względem serwis okazał się śmietnikiem, na forum było 3762621598492 wątków składających się z jednego posta, powtarzały się po kilkanaście razy, a większość blogów to były bezczelne kopie artykułów ze stron typu Zeberka, komentarze pod postami typu "hejka zagłosuj na mnie", więc z dalszej zabawy zrezygnowałam po gdzieś 2-3 dniach. Ale troszkę kosmetyków od nich dostałam mimo wszystko, jestem ciekawa, ile jeszcze paczek mnie czeka :) Dostałam gdzieś z 3-4 paczki już, zazwyczaj mnóstwo próbek podkładów i błyszczyków (po 20 sztuk na raz), czasami ulotki (o dziwo rzadko), kosmetyki fullsize - tusze, eyelinery, lakiery i błyszczyki :)

Ishikawa
4.05.2010, 21:01
Ishikawa napisał(a):
Jak zostałas trendsetterka ? Niespodziewanych kosmetycznych niespodzianek nigdy dosc :D
makeup
..::MAKE UP::..
Skąd: Bydgoszcz / HTown, New Jersey, USA
O mnie: Mój blog to internetowy katalog moich pomysłów i postępów w sztuce makijażu. Nie jestem wizażystką, nie spodziewajcie się więc cudów, ale lepszych i gorszych, łatwych do wykonania propozycji. Znajdziecie tu też recenzje wartych uwagi kosmetyków - zarówno drogeryjnych, jak i trudniej dostępnych oraz mineralnych. Tutoriale robię na zamówienie - jeśli podoba Ci się jakiś makijaż, daj mi znać :)
statystyki
sekcja użytkownika
free hit counter
free hit counter