..::MAKE UP::..

I'm conceited, I've got a reason...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!


Nowy teledysk Lady GaGi obfituje w naprawdę zabójcze makijaże - oprócz stylizacji GaGi na Madonnę całą resztę określiłabym jako komiksowe - kolorowe, nowoczesne, odważne, z mocno wyciągniętą kreską. Jak łatwo możecie się domyślić po poniższych zdjęciach - najbardziej przypadł mi do gustu żółty makijaż Beyonce.

Screeny zrobiłam przy najwyższej dostępnej rozdzielczości video, niestety w takiej opcji mocno zacinało, przez co niektóre są trochę niewyraźne - jak na przykład ten, gdzie Beyonce ma na ustach szminkę w fantastycznym odcieniu fuksji, ale na większości widać co piosenkarki miały na buzi dość przyzwoicie.

Mam nadzieję, że komuś się to przyda :)
16.03.2010 o godz. 21:18
Częściowa, bo pewnie zdążę jeszcze coś dodać, a coś z niej wyrzucić. Z poprzedniej listy jak na razie zaopatrzyłam się w Lip Injection i Dandellion, a z kilku rzeczy w ogóle się rozmyśliłam - np. Realness of Concealness, który podobno w realu jest tak maleńki, że jego zakup to absolutne wyrzucenie pieniędzy.

Lista obejmuje tylko kosmetyki, ubrania i inne gadżety to osobna bajka. Ale z tych innych gadżetów jak już wiecie planuję zakup lepszego aparatu i być może BlackBerry, jako że mój przyjaciel ma niesamowitą zniżkę na te telefony i swój nabył za 150$.

Zarejestrowałam się na stronach wszystkich sklepów, w jakich chcę zrobić zakupy i skorzystałam z opcji wishlisty. Te zakupy tam sobie na mnie czekają, a ja mogę sobie poobserwować jak zmienia się cena, popatrzeć na nowe recenzje produktu i ewentualnie zrobić mały update.

Mam też twarde postanowienie, że kupować będę tylko kosmetyki, których naprawdę używam. Od jakiegoś czasu w ogóle nie używam fluidów, ciężkich pudrów i od wielkiego dzwonu sięgam po cienie do powiek, a tych mam pod dostatkiem i wiem, że każde kolejne opakowanie będzie niepotrzebne. Niemniej jednak wpadła mi w oko jedna paleta, którą najpewniej zakupię, ale na tym raczej poprzestanę, jeśli o cienie chodzi. Bardzo mnie za to kuszą błyszczyki powiększające, róże do policzków, lekkie, matujące, półtransparentne lub zupełnie transparentne pudry i tusze do rzęs. Kończy mi się także moja ukochana paletka korektorów od Bobbi Brown i szukam dla niej stosownego zamiennika.

Z innych kosmetycznych spraw bardzo chcę sobie zafundować hennę i regulację brwi, którą w centrach handlowych oferują hinduskie kobiety. Regulacja minimalna, a kolor - chciałabym coś ciut jaśniejszego, niż moja naturalna czerń, bo do rudych włosów wyglądać będą zbyt teatralnie, ale z rudymi też mi niedobrze. No i zamierzam popatrzeć za ciekawymi produktami do stylizacji brwi. Ale przjedźmy do rzeczy.

Kosmetyki i akcesoria drogeryjne:

- Soap & Glory peeling do strefy T
- Soap & Glory lekki korektor rozświetlający pod oczy
- Soap & Glory błyszczyk Sexy MotherPucker XL
- Soap & Glory błyszczyki Sexy MotherPucker w kolorach Nude i Plum
- pędzle od Sonii Kashuk
- CoverGirl Lash Blast Lux podwójne opakowanie
- CoverGirl Lash Blast Length plus kredka Black Onyx
- Boots No7 róż do policzków w odcieniu Petal
- L'Oreal Infallible Plumping Gloss w kolorach: Plumped Rose, Plumped Pink, Plumped Mauve, Plumped Coral, Plumped Tawny
- CoverGirl Exact EyeLights Black Ruby - co najmniej dwa opakowania :) uwielbiam ten tusz!
- Lakiery do paznokci Sonia Kashuk kolory Tutti Frutti i Ooh La La
- i taka specyficzna suszarka stylizująca ConAir

A teraz trochę wyższa półka:

- róż do policzków NARS Orgasm
- korektor Benefit Erase Paste (nie wiem, czy nie jest za gęsty)
- korektor Smashbox HD Concealer
- korektor rozświetlający Smashbox Photo Op
- zestaw mini-tuszów do rzęs Sephora Favorites
- zestaw błyszczyków na bazie wody Stila
- paleta Sephora Color Play 5 in 1
- zestaw błyszczyków Lip Fusion
- tusz do rzęs Lash Fusion
- zestaw DuWop Plumparazzi - olejek i błyszczyk powiększający usta oraz pasta peelingująca i baza pod błyszczyki i szminki o takim samym działaniu - mój numer 1 na liście!

Najpewniej nie uda mi się kupić wszystkich tych cudów, ale pomarzyć i poplanować zawsze można, prawda? :)

15.03.2010 o godz. 13:58
Do wyjazdu pozostały mi jeszcze jakieś trzy miesiące, a ja już nim żyję. Co ja gadam - ja tą perspektywą żyłam praktycznie od dnia powrotu, tyle tylko, że nie wiedziałam, dokąd mnie rzuci. No, mniejsza o to.

W zeszłym roku znajoma, która leciała ze mną miała walizę cięższą jakieś dwa razy od mojej - a wszystko przez to, że zabrała ze sobą pełnowymiarowe kosmetyki typu szampony, żele, balsamy itd. Ja wykombinowałam sobie bardziej ekonomiczną wersję i zabrałam kilka mini-produktów, a sypkie cienie do powiek i róże do policzków w niewielkich ilościach, których i tak tam używałam od święta, zapakowałam w woreczki, przez co mocno oszczędziłam na wadze bagażu. Do tego doszło trochę kremów w próbkach i w sumie wystarczyło mi to spokojnie na jakiś tydzień, a na miejscu i tak już w pierwszych dniach byłam w stanie zaopatrzyć się w tego typu potrzebne kosmetyki. Do czego zmierzam?

Teraz już zaczynam zbierać mini produkty, bo u nas (a przynajmniej u mnie) stosunkowo rzadko można na nie natrafić. Sieć Target oferuje cały dział z kosmetykami travel-size, można tam też za grosze kupić puste buteleczki na produkty, do których wlewa się swoje ulubione kosmetyki. I bardzo żałuję, że się w to nie zaopatrzyłam. Szukałam podobnych u nas w sklepach i na Allegro, ale na nic nie mogę natrafić. Mam więc do Was pytanie: czy wiecie może, w jakich sieciach sklepów (żeby u mnie też były) albo na jakich stronach można znaleźć podobne buteleczki czy kosmetyki travel-size? Wcześniej nie zwracałam na takie rzeczy uwagi, ostatnio szukałam w Rossmannie i nic nie znalazłam, ale może pojawiają się sezonowo, a ja o tym nie wiem? Będę ogromnie wdzięczna za każdą podpowiedź z Waszej strony! A jeśli uda mi się mądrze spakować w tym roku, to przed wyjazdem zrobię posta z jakimiś praktycznymi wskazówkami :)

EDIT:

Bardzo fajne mini-produkty oferuje Sally's Beauty Supply - za mniej niż dolara można tam dostać maleńkie wypiekane cienie do powiek, lakiery, szminki, błyszczyki, tusze do rzęs, eyelinery, miniaturowe grzebienie i szczotki. O ile trochę śmieszne wydaje mi się kupowanie mini tuszu na podróż, o tyle inne małe kosmetyki kolorowe są czymś, o czym powinny pomyśleć wszystkie firmy kosmetyczne. Produkty takie jak cienie do powiek są bardzo wydajne i często wieki zajmuje zużycie jednego opakowania - a co dopiero, jeśli ktoś lubi się bawić makijażem i rzadko sięga po te same kolory. Podobnie ze szminkami i błyszczykami - jeśli ktoś lubi zmieniać kolory, to zazwyczaj taka szminka czy błyszczyk zepsują się na długo przed zużyciem. Zadziwia mnie paleta kolorów oferowana przez Sally's Beauty Supply - mini lakierów jest tam niewyobrażalna ilość w świetnych, modnych kolorach. I to wszystko od 70 do 99 centów.
15.03.2010 o godz. 13:08
No tak, w poprzednim poście było o oszczędzaniu, a tutaj na zdjęciach targowisko próżności. Na swoją obronę mogę powiedzieć, że to, co widać na załączonych obrazkach uzbierało się przez kilka lat (chociaż regularnie przeglądam kosmetyki i wyrzucam przeterminowane, no oprócz cieni może, a te zdatne do użytku, ale nie używane wydaję koleżankom), a małą część kosmetyków dostałam.

Jak widać nie posiadam toaletki, która jest moim babskim marzeniem. Kiedyś, jak już będę na swoim, koniecznie sobie taką sprawię. Pojemną, z wielkim lustrem i wygodnym krzesłem ;) W ten pokój nie chcę już inwestować, no, może po wakacjach chlapnę farbę na ścianę i wymienię łóżko, bo moje już się sypie. Zobaczymy, jak bardzo spłukana będę, bo w takich kategoriach zazwyczaj mierzę swoje finanse.

Pojemniki to zwykłe pudełka obklejone przeze mnie papierem do pakowania prezentów. Nie jest to szczyt artystycznych dokonań, ale jest to rozwiązanie tymczasowe i sprawdza się o tyle, że kosmetyki wreszcie mam utrzymane we względnym porządku, a ustawione sobie w kącie komody nie rzucają się bardzo w oczy. Kurczaczek na pędzelki jest mocno sfatygowany, ale ma ogromną wartość sentymentalną i przenigdy się z nim nie rozstanę ;)

Na blacie trzymam najczęściej używane kosmetyki plus cienie, pigmenty i pędzle. W szufladzie kosmetyki używane rzadziej plus kosmetyki do twarzy typu róże do policzków, pudry mineralne, rozświetlające, matujące, bazy pod makijaż i cienie do powiek etc. oraz niezastąpione balsamy do ust, o których kiedyś zrobię posta. Koszyczki w szufladzie to rozwiązanie tanie (jeden taki to koszt około 80 groszy) i wygodne, a że przed okiem postronnego widza są ukryte, to nie muszą być ładne :) Mam na kosmetyki jeszcze jedną szufladę, a w niej trzymam wszelakie balsamy, maseczki, mgiełki do ciała, generalnie kosmetyki do pielęgnacji plus lakiery do paznokci, sztuczne rzęsy i etui na akcesoria w razie podróży. A w małych, okrągłych pudełeczkach trzymam kolekcję kolczyków na sztyfcie, takich "na szybko", do codziennego stroju.

No i to chyba wszystko, co chciałam na ten temat napisać. Reszta na zdjęciach.
09.03.2010 o godz. 22:21
Muszę się pochwalić, że dostałam bardzo sympatyczną miejscówkę na te wakacje. W tym roku wolontariat odbędzie się w stanie Wirginia. Na początku trochę kręciłam nosem, bo tak mi się to miejsce z niczym konkretnym nie kojarzyło, ale przeprowadziłam mały wywiad środowiskowy i okazało się, że jest tam bardzo miło. Tak więc mamy początek marca, a ja już kolejny rok z rzędu żyję wyjazdem. Jeśli pójdzie tak dalej, to spokojnie będę mogła powiedzieć, że wegetuję od wakacji do wakacji. Dziwne to, bo będąc w zeszłym roku w USA doszłam do wniosku, że ciężko by mi było tam zamieszkać (pomijając niemożliwe do obejścia kwestie formalne), ale mimo wszystko powiedzieć, że niesamowicie mi się tam podobało to zdecydowanie za mało. Cholernie tęsknię za Ameryką!

Wylatuję 12 czerwca do Waszyngtonu, stamtąd śmigam do VA, gdzie siedzieć będę do 20 sierpnia. Później wracam do New Jersey, gdzie najpierw odbędę tygodniowy (chyba, że go sobie utnę) wolontariat z dzieciakami, do których w zeszłym roku niesamowicie się przywiązałam i chyba oszaleję, jeśli się z nimi znowu nie zobaczę :) A później będzie czas na chillout, spotkanie z moim kochanym... przyjacielem, nocne wycieczki do Nowego Jorku. Nie wiem przez ile, ale znając życie nie za długo. Może tydzień, może troszkę ponadto.

Robię już listy zakupów, w tym kosmetycznych. Jest parę rzeczy, bez których nie wrócę ;] Ech, brakuje mi zakupów po amerykańsku, chociaż żeby się nie zgubić w typowym amerykańskim centrum handlowym potrzebny jest kompas i mapa. A najlepiej GPS.

Jestem z siebie dumna, bo o ile pamiętam, to od podstawówki opowiadałam wszystkim, że mam zamiar zwiedzić Amerykę. I wszyscy mi zawsze powtarzali, żebym puknęła się w łeb, że żyję marzeniami i w ogóle na to nie mam szans. A teraz te same osoby, które skutecznie podcinały mi skrzydła siedzą na miejscu i jęczą. A ja spełniam swoje marzenia i doszłam do wszystkiego sama, bez jakiejkolwiek pomocy ze strony rodziców. Pewnie, że musiałam trochę pokombinować, że nie jest to wyjazd stricte turystyczny i nie będę tam leżała tyłkiem do góry, ale i tak warto. Narzuciłam sobie spore ograniczenia, dzięki którym mogę odłożyć na opłaty za wizę, ubezpieczenia i inne tego typu rzeczy i jak na razie ściśle się tego trzymam. Wymarzony zakup w USA? Nowy aparat. I być może BlackBerry, jako że mój kochany... przyjaciel ma bardzo, bardzo wysoką zniżkę na ten gadżet. No nic, zobaczymy. Za trzy dni rozpoczynam oficjalne odliczanie :)
9735_156667324473_150726624473_2538456_3513803_n.jpg
9735_156667334473_150726624473_2538458_1889912_n.jpg
10334_150729669473_150726624473_2489988_8278379_n.jpg
10334_150729924473_150726624473_2489989_400810_n.jpg
10425_163105610527_580530527_3261571_4498395_n.jpg
richmond-va176.jpg
cfiles6633.jpg
9735_156667319473_150726624473_2538455_5173760_n.jpg
9735_156667304473_150726624473_2538454_2567886_n.jpg
09.03.2010 o godz. 21:55


Ile ich będzie - nie wiem, z moim tempem możliwe, że stanie na jednym ;) Naszła mnie ochota na coś lekkiego i wiosennego, wyszło wiosennie i prawie lekko, bo niepotrzebnie kreskę dorzuciłam.

Makijaż wykonany jest trzema cieniami, które łączy jedno - delikatny, złoty połysk. Dzięki temu efekt przejść kolorów jest delikatny i ładnie mieni się w zależności od padania światła, ale jednocześnie nie mamy na powiece choinki. Chociaż lista kosmetyków na dole wydaje się długa, to makijaż jest naprawdę łatwy i stosunkowo szybki.

OCZY:

- baza pod cienie Smashbox Photo Finish Lid Primer
- pigment MAC Naked
- pigment MAC Melon
- cień do powiek Oriflame Coral Satin
- mineralny cień do powiek EDM Parasail
- kredka White Mon Ami
- kredka Cream Essence
- eyeliner w kremie Smashbox Bronze
- tusz do rzęs

1. Powiekę pokrywamy bazą pod cienie i dajemy jej wyschnąć. W tym czasie wewnętrzny brzeg dolnej powieki malujemy beżową, rozświetlającą kredką. Ponieważ moja miała dość słabe krycie, najpierw rozjaśniłam to miejsce białą kredką, a dopiero później użyłam beżowej.
2. Obszar pod łukiem brwiowym rozjaśniamy matowym cieniem w kolorze bardzo jasnego różu (w tej roli EDM Parasail).
3. Ruchomą powiekę pokrywamy pigmentem Naked.
4. Teraz na to samo miejsce nanosimy pigment Melon, z tym, że zostawiamy trochę miejsca w zewnętrznym i wewnętrznym kąciku.
5. Na sam środek powieki nakładamy cień w kolorze delikatnego różu ze złotym połyskiem - ja użyłam Coral Satin Oriflame. Niewielką ilość cienia wyciągamy do załamania powieki, ale bez radykalnego podkreślania ;)
6. Tym samym cieniem malujemy zewnętrzną część dolnej powieki.
7. Powiekę jeszcze raz delikatnie oprószamy pigmentem Melon. Małym pędzelkiem z odrobiną tego pigmentu malujemy dolną powiekę na całej długości, zaczynając od wewnętrznego kącika i "poprawiając" różowy cień.
8. Makijaż można w tym miejscu zakończyć i jedynie wytuszować rzęsy, ale ja dodałam jeszcze brązowy eyeliner, z czego nie jestem zadowolona głównie dlatego, że kolor na cieniach wyszedł zimniejszy i bardziej "brudny", niż w słoiczku. No ale mówi się trudno...

08.03.2010 o godz. 17:47


Jestem dosyć podekscytowana dodając tę notkę :)

Dokładnie cztery tygodnie temu zaczęłam używać preparatu Revitalash. Zgodnie z obietnicą dzisiaj zamieszczam zdjęcia pierwszych efektów.

Cztery tygodnie po rozpoczęciu kuracji powinno być widać poprawę, natomiast naprawdę widoczne efekty osiąga się zazwyczaj po 2-3 miesiącach, a po pięciu (na tyle starcza opakowanie) efekt jest podobno zabójczy. Zobaczymy, jak to będzie, ale po zrobieniu dzisiejszych zdjęć jestem dobrej myśli!

Używając preparatu na co dzień przez długi czas nie zauważałam jakichś specjalnych rezultatów - rzęsy wydawały się jednak bardziej miękki, jedwabiste w dotyku, zdrowsze a także nieco ciemniejsze. Jeśli chodzi o długość i grubość to nie odnotowałam jakiejś specjalnej różnicy, chociaż jakiś tydzień temu zauważyłam, że moje dolne rzęsy, które do tej pory były kompletnie niewidoczne, zrobiły się znacznie dłuższe i dla mnie po prostu zaistniały, bo wcześniej to było tak, jakbym nie miała ich w ogóle.

Wracając do długości i grubości rzęs - efekt zauważyłam dzisiaj, robiąc zdjęcia. Najpierw zrobiłam zdjęcie bez niczego - pomyślałam sobie, że nikt poza mną efektu nie zobaczy. Później podkręciłam rzęsy zalotką i znowu zrobiłam zdjęcie - jakaś tam różnica się pojawiła. A na końcu pomalowałam rzęsy tym samym tuszem, co przy poprzednim poście (CoverGirl EyeLights, nawiasem mówiąc bardzo przyjemny tusz) i wtedy zauważyłam konkretny postęp. Ale tak jak pisałam - to wciąż dopiero początek kuracji, choć teraz jestem naprawdę optymistycznie do niej nastawiona i wierzę w to, że za jakiś czas będę w końcu miała ładne rzęsy :)

Zapraszam Was do przejrzenia zdjęć. Fotki z etapu rozpoczęcia kuracji znajdziecie w tym poście.
28.02.2010 o godz. 15:37


Kilka razy dostałam pytanie o to, jak zafundować sobie cieliste usta. W krótkim tutorialu pokażę Wam, jak taki efekt łatwo uzyskać. Jest to metoda popularna i też dość trwała - na mnie taki makijaż ust utrzymał się kilka godzin (a piłam), zaczął się ścierać dopiero, jak zabrałam się za jedzenie :)

Czego będziemy potrzebować:

- korektor w kremie - płynny będzie nietrwały, a w sztyfcie za suchy dla delikatnej skóry ust (ja użyłam Bobbi Brown, bardzo trwały, ale nie wysusza)
- błyszczyk w odcieniu cielistym lub toffi


1) Usta pokrywamy cienką warstwą korektora, wklepując go palcem.
2) Teraz nakładamy błyszczyk w odcieniu skóry albo toffi - jeśli korektor jest dużo jaśniejszy od naszego naturalnego odcienia skóry, to lepiej użyć ciemniejszego błyszczyka, bo inaczej efekt będzie przesadzony - ja użyłam powiększającego Avon w odcieniu Natural Peck.
3) Palcem "mieszamy" na ustach korektor z błyszczykiem, starając się go równomiernie rozłożyć.
4) Gotowe :)

Przykładowe błyszczyki z mojej kolekcji, których możecie użyć do wykonania cielistych ust w duecie z korektorem (same w sobie kryją zbyt słabo).

Na zdjęciu kolejno:
- mini-paletka Bobbi Brown - kolor 1 i 3
- Too Faced Lip Injection w kolorze Techno Buff
- Avon Plump Pout w kolorze Natural Peck
- Smashbox w kolorze Coy
- Soap & Glory Sexy Motherpucker w kolorze Half Naked
- Bell Glossy Bloom numer 05 (06 jest bardzo podobny, także się nada)
26.02.2010 o godz. 21:11
Wzięłam się dzisiaj za długo obiecywane sobie samej generalne porządki w kosmetykach. Sporo z nich najzwyczajniej na świecie wylądowało w śmietniku, chociaż znalazłam też kilka takich, które są jak najbardziej zdatne do użytku, ale ja z różnych powodów z nich nie korzystam. Część z nich tylko wypróbowałam, inne użyłam góra kilka razy. To są groszowe sprawy, nie będę więc bawić się w wystawianie ich na Allegro, ale może któraś z moich Czytelniczek zechciałaby przyjąć jakiś. Jeśli nie znajdzie się nikt chętny, to po prostu pozbędę się ich w najprostszy sposób ;)

Zasady giveawaya są takie: jeśli interesuje Cię jakikolwiek kosmetyk, to zarezerwuj go sobie w komentarzu pod tą notką a następnie wyślij do mnie email z podobną informacją. Ja odsyłam mój adres domowy, na który przysyłasz mi zaadresowaną kopertę zwrotną ze znaczkiem/znaczkami. I to by było na tyle. Jeśli macie jakieś pytania - piszcie :)

A oto, jakie kosmetyki mam do wydania:

1) Lekki, nawilżający podkład Covergirl. Kupiłam go w Stanach, ale użyłam bodajże tylko raz. Jest to podkład mocno płynny, o ziołowym zapachu (nie jest nieprzyjemny, ale może przeszkadzać bo ziołowe nutki to nie jest chyba częsta sprawa przy podkładach). Zapewnia dość lekkie krycie, ładnie zlewa się ze skórą i dobrze nawilża.

2) Krem koloryzujący Nivea. Użyty kilka razy, jestem do niego za blada. Krem nadaje skórze delikatnie opalony wygląd, nie kryje. Ładnie pachnie, ale trzeba mieć dużo cierpliwości, żeby rozprowadzić go bez smug.

3) Krem koloryzujący Avon. Użyty 2-3 razy, działa podobnie do kremu Nivea, ale jego odcień jest jaśniejszy, z ciepłym podtonem. Zapach charakterystyczny dla wszystkich kosmetyków Avon z tej linii.

4) Sztuczne rzęsy. Fason widać :) Są nowe, dostałam je gratis do któregoś zakupu bodajże na eBayu. Pudełko jest troszkę sfatygowane od leżenia w szufladzie, ale rzęsy są w porządku ;) Nie posiadają kleju.

5) Ozdoby do paznokci. Kolejny gratis, który dostałam do zakupu słoiczków kosmetycznych. Mam około 15 woreczków takich ozdób - brokaty, cięta folia, jakieś wstążki itd - nie wiem, jak to się fachowo nazywa, bo swoje paznokcie zazwyczaj traktuję tylko lakierem, ale jeśli ktoś lubi zdobienie, to może się takie coś przydać. Wydaję cały komplet.

6) Błyszczyk Vipera. Tylko wypróbowany. Kolor różowy ze złotym połyskiem, lekki i dość dobrze kryjący.

7) Szminka w płynie Lovely. Z serii powiększającej - efektów za bardzo nie daje, ale całkiem przyzwoicie nawilża. Kolor - delikatna brzoskwinia z iskierkami, dość jasny. Użyta 2-3 razy.

8) Tusz do rzęs podkręcająco-wydłużający Wibo. Kupiony w czasie kryzysu finansowego, ale okazał się zakupem dla mnie nietrafionym, bo z moimi słabymi rzęsami mało który tusz sobie radzi. Użyłam go jeden raz. Dzisiaj sprawdzałam - nie jest wyschnięty :)

9), 10), 11) - cienie do powiek Sensique. Ze starej kolekcji, ale cienie do produkty naprawdę długowieczne. Zużycie widać na zdjęciach. Pigmentacja jest całkiem przyzwoita, jak na cienie z tej półki, ale trwałość "mocno średnia", dlatego polecam użycie pod nie bazy. Cień kremowy ma dość sporych rozmiarów brokat, który lubi się sypać, natomiast dwa pozostałe mają ledwo widoczne na oku, maleńkie iskierki. Odcienie na skórze wychodzą bardzo ładne.

12) Cień w musie Lovely. Kupiony na próbę, użyty jeden raz. Na skórze daje efekt delikatnej poświaty, kolor jest raczej słabo widoczną mgiełką. Cień jest jednak dobry jako baza pod makijaż oka, szczególnie w odcieniach fioletu.


P.S. Wydaje mi się, że na wszystkie emaile, które od Was dostałam odpisałam. Jeśli kogoś pominęłam, to piszcie jeszcze raz, bo Wasza wiadomość mogła się zawieruszyć w tych setkach reklam, które codziennie przychodzą mi na skrzynkę ;]

giveaway1.jpg
giveaway2.jpg
26.02.2010 o godz. 19:50


Namiętnie oglądam ten program (chwała temu, kto założył MegaUpload) i niejednokrotnie moją uwagę przyciągały makijaże modelek. Niestety zazwyczaj moment robienia makijażu jest tylko migawką, rzadko więc można się przyjrzeć temu, co tam makijażyści kombinują.

Spróbowałam poszukać zdjęć w sieci, konkretniej szukałam jednego pięknego makijażu z szóstej edycji, ale na to nie udało mi się trafić. Natknęłam się za to na zdjęcia modelek z piątej edycji na jednej ze stron, wraz z dość dokładnymi opisami jak taki makijaż wykonać. Trochę mnie te zdjęcia zaskoczyły, bo choć makijaże są dość różnorodne, to prezentują się już zupełnie inaczej, niż na ekranie. Być może zdjęcia były robione po pokazach, ale większość wygląda na makijaże po przejściach i robione w wielkim pośpiechu. Niemniej jednak jakąś tam inspirację załapać można, bo jak już pisałam formy są przeróżne :)
29.01.2010 o godz. 17:11
Moje rzęsy to dziwna sprawa, bo generalnie całe moje "owłosienie" mogę spokojnie uznać za mocne i zdrowe. Włosy na głowie trzymają się świetnie, zważywszy na to, że torturuję je farbą od prawie 7 lat, a mimo to jeszcze nie jestem łysa. Ba - nieskromnie przyznam, że wyglądają o wiele zdrowiej, niż wielu znajomych mi dziewczyn, które włosów farbą nie tknęły. A żadnym bajerów typu nabłyszczacze i woski nie używam. Moje włosy naturalnie są bardzo ciemne, prawie czarne i grube. Brwi podobnie - gęste, czarne, bardzo grube i błyszczące włoski. A rzęsy? Rzęsy mam jak przeszczepione od kogoś innego. Jasne, cienkie, rzadkie, proste jak druty, jeszcze mało tego mniej więcej na wysokości źrenicy mam w nich jakąś "przerwę". Nie ma na świecie takiego tuszu, po którym prezentowałyby się w miarę przyzwoicie. A dodam, że od kilku miesięcy używałam olejku rycynowego, ale jak widać moje rzęsy są odporne na takie specyfiki.

Tak więc wypowiadam im wojnę i chwytam się ostatnie deski ratunku. Dzisiaj moja kosmetyczka wzbogaciła się o Revitalash. Jeśli ten specyfik mi nie pomoże, to już chyba nic innego mi nie pozostaje.

Kurację rozpoczynam dzisiaj - życzcie mi powodzenia :) Poniżej znajdziecie zdjęcia kolejno:

1. Moich rzęs au naturel
2. Moich rzęs nadal au naturel acz podkręconych zalotką
3. Moich rzęs podkręconych zalotką i pomalowanych moim ulubionym ostatnio tuszem CoverGirl EyeLights.

Zdjęcia pierwszych efektów opublikuję za jakieś 4 tygodnie, następne - zobaczymy, na ile mi starczy tej magicznej kuracji. Oby pomogła!
29.01.2010 o godz. 16:51
To jak na razie jedyna książka o makijażu, jaką posiadam i przyznam, że po recenzjach na Amazonie spodziewałam czegoś innego. Ale jest jaka jest, kosztowała mnie jakieś 4 dolary, więc płakać nad nią nie będę, tym bardziej, że do beznadziejnych też nie należy. Do kategorii beznajdziejnych zalicza się ponoć "Eye Candy" Lindy Mason, którą miałam zamiar kupić, ale po przeczytaniu opinii od razu mi przeszło. Jak kiedyś nie będę miała tylu wydatków, ile mam obecnie, to na pewno kupię sobie za to książkę Francois Narsa, bo podobno jest absolutnie fantastyczna.

Ale do rzeczy - książka, która wpadła w moje ręce jest ładnie wydana: na kołobrulionie, w twardej oprawie, wydrukowana na dobrej jakości papierze. Jakaś połowa książki to zupełnie podstawowe wskazówki, które można znaleźć na każdym portalu dla kobiet. Tak sobie myślę, że w dzisiejszych czasach, kiedy porady typu "jak nakładać korektor" każda kobieta może znaleźć w sieci w 2 minuty, makijażyści zabierający się za pisanie takich książek powinni albo skupić się na fajnych tutorialach, albo umieszczać jakieś naprawdę przydatne a mało znane wskazówki i triki, bo tak to wychodzi zapychacz i jest rozczarowanie.

Makijaży w książce jest sporo i o nich chciałam napisać parę słów. Przede wszystkim podoba mi się to, że prezentowane są na prawdziwych kobietach, a nie wygładzonych do bólu modelkach. Mamy tu najróżniejsze typy urody i kształty powiek i to jest niewątpliwy plus tej publikacji.

Same przykłady makijaży są niezbyt wymyślne, ale jednocześnie zdecydowana większość jest efektowna (ale znalazło się kilka takich, na widok których otwarłam szeroko oczy i to bynajmniej nie z zachwytu) i są dobitnym dowodem na to, że na powiece nie zawsze trzeba wymalowywać Bitwę pod Grunwaldem, żeby zrobić wrażenie. Są łatwe - takie, żeby każda kobieta sobie z nimi poradziła, nie potrzeba do ich wykonania tysiąca kosmetyków i przede wszystkim - pozwólcie, że powtórzę słówko - naprawdę efektowne robią się dopiero w parze z urodą kobiety, chyba przy żadnym zdjęciu nie miałam wrażenia, że makijaż oka czy ust przytłoczył modelkę.

Mam zastrzeżenie co do długości tutoriali zamieszczonych w książce - na 4-5 zdjęciach po prostu się nie da opisać wykonania całego makijażu, razem z nałożeniem podkładu etc. Szczególnie, że podpis pod każdym zdjęciem także jest lakoniczny.

Na koniec jeszcze jeden plus: w treści książki porozrzucane są wskazówki, które uczą jak zachować dobry smak w makijażu. Takie jak: jeśli robimy grubą i kolorową kreskę na oku, to nie powinna za bardzo wyjeżdżać poza kącik, jeśli mocno podkreślamy górną powiekę, to dolną zostawiamy w spokoju albo malujemy minimalnie, że jeśli podkreślamy usta, to oczy schodzą na drugi plan, jak nie przeładować, czego nie wypada robić w dziennym makijażu itd. I z takich wskazówek bardzo chętnie korzystam, bo sama się jeszcze "kształcę" w tym kierunku i to niezbyt intensywnie (bo maluję się od święta) ;)

Mam dla Was kilka zdjęć z książki, niestety nie mogłam zrobić skanów, bo mój skaner jakiś czas temu zaliczył spięcie :(

27.01.2010 o godz. 18:33
Nie nazywam się Carmen Sandiego, a mimo to wsiąkłam tak samo jak najsłynniejsza złodziejka. Trochę się zaczęło dziać u mnie niedobrego od Świąt i nie miałam ani czasu ani tym bardziej jakiejkolwiek weny do blogowania. Tak po krótce, to straciłam dwie osoby z rodziny a na koniec pieska. Nie tego, który jest ze mną na którymś tam zdjęciu, u mnie czworonogów więcej. Mało tego przy takiej pogodzie, jaką ostatnio mamy moje chore nerki tak mi dają w kość, że jedyne co pozostaje to siedzieć po kołdrą i dużo pić i żreć magiczne żółte tabletki, które swoją drogą już nic a nic nie pomagają. Antybiotyki tak przy okazji też nie :( Moje nerki w tej chwili nadają się już tylko na karmę dla psa. Na koniec na mojej uczelni rozgrywa się najprawdziwszy cyrk - wstyd, żeby na państwowym uniwersytecie miały miejsce takie historie. Jak to wreszcie dobiegnie końca, to opiszę Wam dokładniej, co się działo. W każdym razie na wszelki wypadek skorzystałam z naboru zimowego i zapisałam się do szkoły policealnej, żeby w razie czego zająć się czymś przez te kilka miesięcy (bo jestem na ostatnim roku licencjatu i zamierzam rozpocząć po tych beznadziejnych studiach zupełnie inny kierunek). W każdym razie - chandra taka, że każdemu by się odechciało czegokolwiek. Szkoda słów.

Nie chcę obiecywać, że teraz już będę pisać często i regularnie, chociaż w przerwie międzysemestralnej pewnie popełnię kilka notek, ale generalnie przy chwili czasu zaczę od odpisania na wszystkie maile i wiadomości, które dostałam i zrobienie wszystkich obiecanych tutoriali. Chcę też wymienić zdjęcia w najstarszych notkach, bo chociaż aparat mam ten sam beznadziejny, to mogę je chociaż zrobić przy lepszym świetle i jakoś rozjaśnić i wyostrzyć, żeby to jakoś lepiej wyglądało. I samo to mi pewnie chwilę zajmie, no ale zobaczymy, jak to będzie. No i myślę o delikatnej zmianie szaty graficznej bloga.

Zakupów kosmetycznych ostatnio nie robiłam wielkich, jedynie uzupełniłam pudry matujące z EDM i dokupiłam dwa cienie, no i przyszła paczka z zamówionymi wcześniej błyszczykami. Planuję jeszcze zamówić DuWop Lip Venom i dokupić LipFusion i wtedy zrobić zbiorową recenzję błyszczyków powiększających, bo jeśli o tę kategorię chodzi, to jestem prawdziwym weteranem :) Błyszczyki Lip Injection z Too Faced są świetne, naprawdę WIDOCZNIE powiększają usta, pachną słodko gumą balonową i owocami, ślicznie wyglądają, ale pierwsza aplikacja była koszmarem. Tak, jak jestem przyzwyczajona do szczypawki, tak przy tym czułam się, jakby mi ktoś wbił igły w usta. Na szczęście już za drugim razem było o wiele lżej. To też jedne z tych błyszczyków powiększających, od których usta robią się czerwieńsze (np. LipFusion czy Sexy Motherpucker nie dają takich efektów ubocznych). Z kolei błyszczyk Smashbox jest trochę lepki, ale bardzo komfortowy w noszeniu, ładnie nawilża usta. Kolor na ustach to delikatna, jaśniutka czerwień, chyba najbardziej naturalnie wyglądający odcień czerwonego.

Zmieniamy temat :) Jedną z moich absolutnych manii są kolczyki - najwięcej mam tych małych na sztyfcie, bo są najbardziej praktyczne na co dzień, ale nie brakuje u mnie też tych bardziej rzucających się w oczy. Koło Świąt jakoś mnie naszło na zielone i z marszu zamówiłam dwie pary, z czego jedne okazały się absolutnym rozczarowaniem, a drugie (na zielonym kartoniku) wprawiły mnie w zachwyt, bo są przepiękne i ślicznie wyglądają w uchu. Pierwsze na zdjęciu wyglądały ślicznie, na żywo widać kiepskie wykonanie, po prostu chińszczyzna. Drugie to majstersztyk pod względem wykonania i na pewno od tego Sprzedawcy sprawię sobie jeszcze przynajmniej jedną parę, bo już mam upatrzoną. Trzecie widoczne na zdjęciu natomiast są zabójczo długie - mają jakieś 23 cm i wyglądają absolutnie zniewalająco przy wysoko upiętych włosach i skromniejszej kreacji. Piszę kreacji bo to ewidentnie wieczorowa sprawa, nie wiem jaka masochistka nosiłaby takie długaśne kolczyki na co dzień ;) Jestem szczęściarą z długą szyją, więc dla mnie zakup jak najbardziej trafiony. Będę musiała wrzucić swoje zdjęcie z nimi.

Następna rzecz to mały gadżet, który kupiłam jeszcze latem za niecałe 20 dolarów, a który jest baaardzo sympatyczny. Chodzi mi mianowicie o miniaturową prostownicę marki ConAir. Rozmiar tego urządzenia widać na zdjęciu - obok położyłam błyszczyk standardowych rozmiarów. Jest naprawdę malutka, w komplecie z mini-kosmetyczką, stworzona z myślą o podróżach. Nie jest to jakiś super profesjonalny produkt, ale na walizkach naprawdę się przydaje, bo swoje zadanie spełnia a w warunkach domowych okazała się wprost idealna do robienia miękkich loków średniej wielkości. Kupiłam też wtedy sobie tak mocno reklamowaną prostownico-suszarkę Remingtona i o ile prostuje doskonale, o tyle suszenia nią nie polecam, bo wychodzi po tym po prostu siano na głowie.

No i na sam koniec wrzucam zdjęcie mojego kuferka na cienie mineralne. Zachodzę właśnie w głowę, jak tu je posortować, bo mam w nich straszny bałagan. Czekają mnie porządki w kosmetykach, możliwe więc, że będę miała trochę cieni do wydania czy ewentualnie odsprzedania za grosze, także za jakiś czas możecie zerknąć za stosownym postem.

I jeszcze zanim skończę - dziękuję bardzo wszystkim Czytelniczkom, które tu nadal wchodziły pod moją nieobecność :)
27.01.2010 o godz. 18:20
No właśnie, czego życzycie sobie na Święta? Cokolwiek to jest, życzę Wam, abyście właśnie to znaleźli pod choinką.

Tak więc zdrowych, wesołych dla wszystkich moich Czytelników i nie tylko, a dla tym, którzy tych świąt nie obchodzą życzę przyjemnych dni wolnych od szkoły/pracy :)

Wszystkiego najlepszego!

Taka mała dygresja na koniec: pokazywałam Wam makijaż świąteczny, a sama sobie załatwiłam bezmakijażowe Święta, bo zrobił mi się jęczmień na powiece :( Ech takie niespodzianki zawsze wiedzą, kiedy się pojawić.
xmas makeup.jpg
24.12.2009 o godz. 15:40


Złoto i brąz to dwa kolory dość często używane w makijażu świątecznym i przy tym bardzo bezpieczne - dla mnie to taki neutral w wydaniu wieczorowym, więc pasować będzie do większości strojów. Jest przy tym dość szybki w wykonaniu, co na przykład w moim wypadku jest cenną zaletą, bo w moim domu wszystko jest robione na ostatnią chwilę i na dłuższą zabawę z makijażem nigdy nie mam czasu. Na bazie tego tutorialu możecie zmieniać kolory i szaleć do woli. Zdjęcia całości nie ma, bo z farbą na włosach i w bardzo domowym wdzianku dość mało reprezentacyjnie wyglądam ;)

Dwie małe wskazówki co do świątecznego makijażu:

- po pierwsze usta: radziłabym unikać wszelkich błyszczyków i szminek w szalonych kolorach, bo Wigilia jest okazją o tyle specyficzną, że kosmetyk zostanie najpewniej na policzkach członków rodziny i na... naszych zębach. Najbezpieczniejszym wyjściem jest tu błyszczyk bezbarwny lub szminka z gatunku supertrwałych. Unikajcie błyszczyków obiecujących niesamowicie przedłużoną trwałość - mają one tendencje do rozwarstwiania się i nierównomiernego ścierania na ustach, co szczególnie nieprzyjemne może stać się podczas jedzenia.
- po drugie trzeba dobrze zmatowić twarz: stół pełen parującego jedzenia, świece i dookoła licznie zgromadzona rodzina równa się podwyższonej temperaturze w jadalni/pokoju, a w takich warunkach nietrudno o upodobnienie swojej twarzy do świątecznej bombki. Aby tego uniknąć trzeba dobrze zmatowić twarz - czym, przeczytacie kilka postów poniżej. Do tego na wszelki wypadek dobrze zdecydować się na matowy róż do policzków - w razie czego efekt połysku nie będzie podwójnie spotęgowany ;)

A teraz przechodzimy do opisu makijażu...

OCZY:

- baza Smashbox
- cień prasowany Essence 01 Tropical Sunrise
- cień sypki Pure Luxe Cashmere
- cień w kolorze ciemniejszego brązu - ja użyłam mieszanki kilku więc nie podam nazwy ;)
- cień prasowany Bell nr 145
- pigment L'Oreal HIP Restless
- brązowy i biały kajal
- tusz do rzęs i opcjonalnie eyeliner czarny lub brązowy

1. Pokrywamy powiekę bazą pod cienie i czekamy aż wyschnie. Następnie pokrywamy ruchomą część powieki cieniem w kolorze złotego beżu.
2. Od zewnętrznego kącika do mniej więcej połowy powieki nakładamy cień Cashmere.
3. Kolor łączymy ze złotym beżem.
4. Używając pędzelka ołówkowego nakładamy ciemniejszy brąz w załamaniu powieki i na linii rzęs.
5. Rozcieramy cień miękkim pędzlem.
6. Powyżej kolorowej plamy nakładamy matowe rozświetlenie aż po brew.
7. Granicę rozmywamy miękkim pędzlem z odrobiną pigmentu Restless.
8. Dolną powiekę podkreślamy miękką brązową kredką.
9. Kredkę rozcieramy ze złotym cieniem używając znowu ołówkowego pędzelka.
10. Tuszujemy rzęsy, opcjonalnie możemy dodać kreskę eyelinerem - ja użyłam brązowego kremowego eyelinera Smashbox Bronze. Na zdjęcia wersja z i bez eyelinera:

23.12.2009 o godz. 20:08
Oto dlaczego nie powinnam siedzieć po nocach przed komputerem. Pewnego ranka zastanie mnie debet ;)

Ale do rzeczy - złożyłam właśnie zamówienie w sklepie internetowym prowadzącym nieustającą wyprzedaż oryginalnych kosmetyków marek z wyższej półki. Różnica w cenach naprawdę JEST zauważalna, nawet po dodaniu ceny przesyłki do Polski (9,50$). Zanim zdecydowałam się na niewielki w sumie zakup dokładnie przejrzałam opinie o sklepie na zagranicznych blogach i spodziewam się dostać moją przesyłkę pewnie około połowy stycznia, ale strona jest godna zaufania.

Moje zakupy to: komplet trzech błyszczyków Lip Injection Too Faced w cenie 12,99! Jeden taki błyszczyk w Sephorze kosztował 18,99$. Dalej - mini-błyszczyk Smashbox w kolorze delikatnej czerwieni za 2,99$. Niektóre marki mają mniejszą zniżkę (np. Benefit), ale akurat Too Faced, Smashbox i z tego co widziałam to również Stila sprzedawane są po prostu za bajeczne ceny, porównując do normalnych cen detalicznych. Także jeśli pod choinkę dostaniecie kopertę to polecam zajrzeć tutaj:

http://allcosmeticswholesale.com/
23.12.2009 o godz. 01:53
Na prośbę Moniki - udało mi się zrobić tutorial jeszcze tego samego dnia bo to jest naprawdę bardzo szybki i łatwy makijaż. Jego wykonanie powinno zająć około 10 minut, jeśli macie wprawę w makijażu typu smoky eye, to pewnie nawet mniej. Do zielonych i brązowych oczu jest idealny, wydaje mi się, że niebieskie mogą w nim trochę gasnąć, ale możecie spróbować :) No to przechodzimy do opisu:

OCZY:

- baza pod cienie do powiek Smahsbox
- czarny cień do powiek użyty na mokro lub żelowy eyeliner
- dwa odcienie matowej szarości - jasna i ciemna, ja użyłam Swing Set EDM i cienia z mojej paletki Inglot, którego numery muszę w końcu kiedyś sprawdzić ;)
- rozświetlacz ze złotymi drobinkami - użyłam mojego ulubionego ostatnio pigmentu Restless L'Oreal
- ciemnoszara kredka
- biały kajal i tusz do rzęs

1. Powiekę górną i dolną pokrywamy bazą pod cienie i czekamy chwilkę, aż wyschnie. Następnie na linii rzęs rysujemy dość grubą, czarną kreskę. Najlepiej użyć do tego czarnego cienia na mokro lub żelowego eyelinera.
2. Teraz tę kreskę pokrywamy ciemnoszarym cieniem.
3. Powyżej nakładamy cień w kolorze bardzo jasnej szarości - plama powinna się kończyć nieco ponad załamaniem powieki.
4. Używając miękkiego pędzla łączymy oba kolory, cieniując ruchami w górę i w dół.
5. Dolną powiekę podkreślamy ciemnoszarą kredką, wewnętrzny jej brzeg malujemy białym lub cielistym kajalem, żeby odświeżyć spojrzenie i "otworzyć" oko.
6. Poprawiamy linię na dolnej powiece odrobiną jasnoszarego cienia - najwygodniej użyć tutaj ołówkowego pędzelka. W razie potrzeby jeszcze raz rozmazujemy cienie na górnej powiece (co też ja zrobiłam - na zdjęciu nr 5. możecie zauważyć, jak układa się skóra na mojej powiece, kiedy oko jest otwarte - przy takim ułożeniu łatwo uzyskać efekt niedokończonego cieniowania).
7. Nakładamy cień rozświetlający i modelujemy nim kształt szarej plamy, nadając jej odpowiednią miękkość.
8. Tuszujemy rzęsy i makijaż gotowy :)
22.12.2009 o godz. 18:59


Pisałam już kiedyś, że dla mnie cienie Pure Luxe Cosmetics to kwestia mocno dyskusyjna. Z jednej strony ta firma ma bajeczny wybór odcieni i przystępne ceny, także z wysyłką do Polski. Z drugiej zaś strony jest jakość cieni - niektóre naprawdę koszmarnie się osypują, zdarzają i się i takie, których prawie nie widać nawet na dobrej bazie. Ale to są cienie mineralne, więc w niektórych przypadkach skład takich cieni okazuje się być skrajnie różny, trzeba więc strzelać. Ja ze swojej strony odradzam cień Darling - choć odcień jest śliczny, to gwarantuję Wam, że cały cień wyląduje na Waszych policzkach.

Skusiłam się ostatnio na kilka nowych odcieni, które za chwilę zobaczycie. Najpierw mam jednakowoż kilka uwag no i wypadałoby te cienie pokrótce przedstawić:

Dusk - miała być matowa, gołębia szarość. No i szarość gołębia to faktycznie jest, ale na pewno nie matowa. Cień posiada całkiem liczne, drobne iskierki. Najpierw myślałam, że miałam na palcach pozostałość po jakimś innym kosmetyku, ale drobinki widać też w słoiczku, należy się więc minus za błędny opis cienia, ale sam kolor jest bardzo ładny.
Boy Toy - na ten cień najbardziej czekałam. Pochodzi z jesiennej kolekcji, która w przeciwieństwie do większości kolekcji kosmetycznych na jesień utrzymana jest w odcieniach niebieskości. To chyba zresztą ulubiony kolor właścicielki strony, ale mniejsza o to. Ten cień na pewno nie rozczarowuje, jest dokładnie taki, jak sugeruje opis i zdjęcie na stronie, nie mogę się już doczekać, żeby go wypróbować... i zobaczyć, czy nie będzie się przypadkiem osypywał.
Rose - ta sama sytuacja, co w przypadku cienia Dusk. Miał być matowy, a nie jest. To jednak bardzo piękny kolor złamanego, brudnego różu, będzie się cudownie komponował z wszelkimi fioletami i nie tylko, postaram się niedługo coś z jego użyciem zmajstrować.
Cashmere - lekko połyskujący, średnio ciemny brąz. Bardzo ładny, będzie się nadawał do dziennego makijażu czy też czegoś w rodzaju brązowego smoky eye. Sam w sobie ma satynowy połysk, ale zawiera wszechobecne w cieniach Pure Luxe iskierki. Ładnie rozkłada się na skórze zarówno bez bazy jak i z nią.
Zen - ten cień wydaje się być mało efektowny, ale tak naprawdę obok Boy Toy to właśnie na niego strasznie wyczekiwałam. To chyba dość rzadko spotykany odcień naprawdę brudnej, złamanej, matowej zieleni o chłodnym odcieniu. Mam zielone oczy, więc cienie w tych tonacjach to ryzykowna sprawa, ale myślę, że z tym mogłabym spróbować, bo moje tęczówki mocno wpadają w żółć, tu zaś jest naprawdę chłodny odcień zieleni, jakiś tam więc kontrast jest. Myślę, że ładnie się zakomponuje z brązami. Z zamówionych przeze mnie trzech matowych cieni tylko ten okazał się faktycznie być matowy.

Niżej mam dla Was fotki cieni i mały bonus - zdjęcie wszystkich moich cieni Pure Luxe. Enjoy :)

EDIT

Trauma. Boy Toy dostaje tytuł kosmetycznego niewypału roku. Więcej jutro...

EDIT 2

No to piszę, co miałam napisać. Wczoraj już nie miałam siły, bo po walce z cieniem byłam tak rozdrażniona, że wyszedłby z tego spieniony bełkot. Powinnam odwalić akcję w iście amerykańskim stylu i pozwać Pure Luxe za straty psychiczne, bo nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek tak głupia rzecz jak kosmetyk napsuła mi tyle krwi.

Miałam zamiar przygotować sylwestrowy tutorial z użyciem cienia Boy Toy. Kolor oczywiście na żywo okazał się znacznie jaśniejszy, od tego cuda prezentowanego na stronie, ale to byłam w stanie przeżyć. Nic jednakowoż nie może wynagrodzić pracy z tym cieniem, która jest istną traumą. Boy Toy otrzymuje ode mnie oficjalnie tytuł kosmetycznego bubla roku i od serca radzę omijać go szerokim łukiem.

Powiekę zagruntowałam porządnie bazą Smashbox, która jak na razie doskonale radziła sobie ze wszystkimi cieniami. Ten chyba w ogóle nie ma przyczepności, uczucie było takie, jakby próbowało się na powiekę nałożyć sproszkowaną kredę. Cień się osypywał, fruwał i osiadał na wszystkim, tylko nie na powiece. Kiedy już po bólach udało mi się "wklepać" trochę cienia w powiekę (generalnie zamiast nasyconego niebieskiego dawał tandetny błękit, kolorystyczny koszmar!), miałam nadzieję przyciemnić zewnętrzny kącik odrobiną czarnego cienia. I tu kolejna przykra niespodzianka - tam, gdzie dotknęłam pędzlem z czarnym cieniem, Boy Toy się ścierał, zamiast się z nim łączyć i po prostu odpadał od powieki. W życiu się z takim czymś nie spotkałam, a miałam w ręku naprawdę różne produkty i zaliczyć do nich trzeba także te z najniższej półki, bo jeszcze jako nastolatka miałam mocno ograniczony budżet i niewielkie pojęcie o tym, jaką nieraz różnicę firma. Podkreślam - nieraz. W każdym razie wracając do tematu - cień dosłownie odpadał od powieki, wałkował się i grupował jakby leżał na niej co najmniej od kilku godzin a nie dosłownie dwóch minut. Jakiekolwiek wycieniowanie go było praktycznie niemożliwe, a tragedii dopełniła próba narysowania kreski eyelinerem - drobinki cienia zaczęły absorbować eyeliner, skutkiem czego bardzo nieestetycznie rozlał się po powiece. Efekt końcowy był nie dość, że skrajnie różny od zamierzonego, to mało tego tak paskudny, że wstyd mi go zamieścić nawet w ramach przestrogi. Pozostały mi jeszcze cztery cienie z tego zamówienia - oby choć jeden był znośny. Jak już pisałam cienie Pure Luxe są bardzo zróżnicowane jakościowo ze względu na skład, ale Boy Toy i Darling szczerze radzę omijać przy zakupach. Na koniec dorzucam fotkę ze strony Pure Luxe, możecie sobie porównać, jak Boy Toy miał wyglądać i jak wygląda na swatchu.
19.12.2009 o godz. 23:22
Czyli coś kompletnie nie na temat, ale to mi ostatnio gra w głośnikach. Cudowne i słowa i wokal i muzyka. To się nazywa klasyk ♥♥♥♥♥



17.12.2009 o godz. 23:19


Czyli dwa makijaże z ostatnich dni na szybko. A konkretnie z tych dni, kiedy mnie na BloBlo za bardzo nie było ;) Tylko dwa, ale już gdzieś pisałam, że zazwyczaj na co dzień ograniczam się do tuszu, pudru matującego i różu do policzków. No i błyszczyk rzecz jasna. Zdarzyło mi się jednak popełnić te dwa makijaże, tutoriali niestety nie mam, ale też są to makijaże proste w wykonaniu, bo dzienne. Jeśli jednak ktoś by sobie życzył tutorial, to wystarczy napisać :)

Tak więc pierwszy makijaż to dzienne, szare smoky eye zainspirowane trendami lansowanymi przez magazyn Allure. Do jego wykonania użyłam:

- bazy Smashbox
- pigmentu Black Black na mokro (narysowałam nim kreskę pod szarym cieniem tuż przy linii rzęs)
- szarego cienia EDM Swing Set
- ciemnoszarego cienia Inglot z mojej paletki
- szarej kredki do oczu Granite Miss Sporty
- pigmentu L'Oreal Restless jako rozświetlacza
- no i standardowo białej kredki :)

Makijaż numer dwa to proste gradient eye, które w założeniu miało być mocniejsze, ale chyba za mocno roztarłam kolory i wyszło jak wyszło. Nie pamiętam niestety wszystkich produktów, jakich użyłam do jego wykonania (a wbrew pozorom było ich sporo), ale te, które sobie przypominam, to:

- cień EDM Southern Belle
- pigment MAC Maroon
- pigment MAC Naked
- pigment L'Oreal Restless
- brązowa i biała kredka do oczu
- czarny eyeliner
- tusz Maybelline Lash Stiletto. Możecie sobie zobaczyć, co robi z rzęsami - moim zdaniem jest mocno przereklamowany, jest strasznie ciężki i nawet podkręcone zalotką rzęsy po nim opadają a do tego naprawdę koszmarnie skleja - te rzęsy na zdjęciu były mozolnie rozczesywane a i tak daleko im do przyzwoitej prezencji. Tak więc kupno tego tuszu raczej odradzam...



17.12.2009 o godz. 21:33
makeup
..::MAKE UP::..
Skąd: Bydgoszcz / HTown, New Jersey, USA
O mnie: Mój blog to internetowy katalog moich pomysłów i postępów w sztuce makijażu. Nie jestem wizażystką, nie spodziewajcie się więc cudów, ale lepszych i gorszych, łatwych do wykonania propozycji. Znajdziecie tu też recenzje wartych uwagi kosmetyków - zarówno drogeryjnych, jak i trudniej dostępnych oraz mineralnych. Tutoriale robię na zamówienie - jeśli podoba Ci się jakiś makijaż, daj mi znać :)
statystyki
  • Czas na Bloblo: 29 dni 22 godziny 13 minut
  • Napisanych notek: 94
  • Komentował: 138 razy
  • Zebranych komentarzy: 442
  • Ostatni wpis: 16.03.10, 21:18
  • Wpis średnio co: 10 dni
  • Profil odwiedzono: 244326 razy
  • Ilość avatarów: 12
  • Ilość zdjęć: 790
  • Ilość filmów: 40
  • Ilość logowań: 118
  • Ostatnie logowanie: 16.03.10, 21:51
  • Ostatnio odwiedzili: szlam, Katalina, squall, sylwia1806, oe-make-up, Farizah, Notre-Beaute, SuperGirl, diana010, Ishikawa
sekcja użytkownika
free hit counter
free hit counter